Jako Matka Fanatyczka Zdrowego Odżywiania (dalej: MaFaZO) zastanawiasz się pewnie każdego dnia jaką ilość białka, węglowodanów i tłuszczy spożyło twoje dziecko, czy zapodałaś mu dostateczną liczbę minerałów, witamin i kwasów tłuszczowych oraz czy aby na pewno jedzenie było wystarczająco urozmaicone i różniło się od tego co dziecko zjadło wczoraj.

Jako Matka Normalna (dalej: MaNo) też masz na uwadze zdrowie swojego dziecka i starasz się dbać o to co ląduje na jego talerzyku.

MaFaZO różni się od MaNo tym, że w zazwyczaj bardzo skrajnie podchodzi do tematu – zero cukru, zero glutenu, zero mięsa (opcja wegan) lub jeśli już, to tylko organicznego pochodzenia, ambiwalentny stosunek do mleka i brak wyjątków. MaNo stara się, żeby dziecko miało „zbilansowaną” dietę – czyli trochę mięska, trochę warzywek, masełko i od czasu do czasu łakocie, bo pozbawić dziecko słodyczy, to jak zabrać mu dzieciństwo.

Dziś nie o tym co podawać dzieciom, lecz czego kategorycznie im nie podawać choć pozornie wydawać się mogą to zdrowe pokarmy. Czyli zdarzyć się może, że również MaFaZO je podają dzieciom, a MaNo już na pewno.

1. SOKI OWOCOWE

Jeśli sok to tylko świeżo wyciskany

Producenci zarzucają nas reklamami jak zdrowe, naturalne i pełne witamin są soki z butelek czy z kartonów (jeszcze gorzej).

Lobby przetwórców funduje nawet pseudo-profesjonalne artykuły w gazetach opisujące jak wielką wartość odżywczą mają soki oraz wprost informujące o tym, że szklanka soku (z kartonika!) może zastąpić jedną z 5 codziennych obowiązkowych porcji warzyw i owoców.

No niestety, byłoby to może i wygodne, ale między szklanką soku z kartonika, a owocem jest istotna przepaść. Po pierwsze są one w większości pasteryzowane czyli podgrzane do bardzo wysokiej temperatury, która pozbawia ich enzymów, witamin i faktycznej funkcji odżywczej. Dając dziecku sok z kartonika dajesz mu nic więcej niż aromatyzowaną fruktozę.

Jeśli jest to świeży sok zrobiony w domu np. z pomarańczy to w żadnym wypadku nie zaszkodzi, ale gdy będziemy go dawać dziecku w dużych ilościach i codziennie, trzeba mieć również na uwadze, że znacznie podwyższa poziom glukozy we krwi i jeśli dziecko nie będzie mogło natychmiast jej spożytkować na wysoko energetyczne zabawy możesz mieć problem z ogarnięciem jego eksplodującej energii.

Szklankę soku pomarańczowego robisz z 2 pomarańczy, w soku nie dostarczasz błonnika który spowalnia wchłanianie cukru i wspomaga proces trawienia, karmi również nasze pożyteczne bakterie w jelitach. Druga rzecz to jeszcze szybkość – jak szybko wypijasz szklankę soku, a o ile dłużej zjadasz dwie pomarańcze.

Jedząc pomarańcze stężenie cukru we krwi rośnie stopniowo, a potem również stopniowo opada. Po wypiciu soku poziom glukozy wzrośnie natychmiast, by potem gwałtownie spaść – co powoduje zmęczenie i pragnienie kolejnego szybkiego doładowania cukrem. Organizm nie nadąża z produkcją insuliny, aby wyrównać tak nagły skok cukru w organizmie, co prowadzi do odkładania się cukru w tkance tłuszczowej i dlatego picie pozornie zdrowych soków owocowych może prowadzić do otyłości.

2. SOJA

Jeśli nie jest to sfermentowana soja – czyli miso, natto, tempeh czy tamari, to raczej twoje dziecko powinno jej unikać.

Po pierwsze większość soi uprawianej na świecie (w USA praktycznie 100%) to soja GMO, więc dając dziecku takie pożywienie dajesz mu pośrednio do picia Roundup firmy Monsanto (wprawdzie napój ten nie znalazł się na liście – czego nie podawać dziecku do jedzenia, ale chyba zgodzisz się ze mną, że nie jest to najlepszy wybór). Co istotne – patrz na etykiety produktów – wiele zawiera lecytynę sojową. Jeśli nie jest nic napisane to na 99% jest to soja GMO.

Po drugie, większość ludzi nie posiada enzymów niezbędnych do trawienia niesfermentowanej soi, podobnie jak wiele osób nie trawi laktozy. To powoduje niestrawność, gazy, wzdęcia i całe mnóstwo problemów przewodu pokarmowego. Długoterminowe spożywanie soi może też nasilać lub wręcz przyczyniać się do takich chorób jak – katar sienny, astma, rak piersi, mukowiscydoza, rak endometrium, niedoczynność tarczycy, choroba nerek i rak pęcherza moczowego.

Jeśli spożywasz soję w czasie ciąży i karmienia piersią w małych ilościach nie powinno to stanowić problemu, większe dawki mogą jednak szkodzić rozwojowi dziecka.

Trzeba również uważać, gdy stosuje się mleko sojowe jako alternatywę dla krowiego mleka u dzieci z alergią na mleko. Często dzieci uczulone na mleko krowie mają również alergię na soję.

Więc jeśli jesteś wegańską MaFaZO nie zastępuj mięsa i mleka soją. Jest wiele wspaniałych innych roślin strączkowych dostarczających dużych ilości białka, a nie budzących kontrowersji jak np. soczewica, cieciorka czy fasola.

3. RYBY HODOWLANE

Jeśli nie jest to hodowla ekologiczna ryby karmione są pokarmem z roślin GMO.

Badania organizacji Watch Dog z Environmental Working Group (EWG) wykazały, że 7 na 10 hodowlanych łososi kupionych w sklepach w USA było zanieczyszczone polichlorowanymi bifenylami (PCB) w stężeniach mogących zaszkodzić zdrowiu. Ryby zawierają do 40 razy więcej dioksyn niż inne pokarmy, 16 razy więcej PCB niż odmiany złowione naturalnie. Ryby hodowlane zawierają również neurotoksyny i substance rakotwórcze takie jak – toksafen czy dieldryna.

Polichlorowane bifenyle (czyli PCB to rakotwórcze substancje, które były szeroko stosowane od 1930 do 1970 roku, występujące np. w azbeście, obecnie zakazane, ale niestety morza i oceany są nimi zatrute).

Badania z 2004 roku przeprowadzone przez Science wykazały, że stężenia zanieczyszczeń PCB są znacznie wyższe w łososiu hodowlanym niż w łososiu dzikim, oraz że jedzenie hodowlanego łososia atlantyckiego może stanowić zagrożenie dla zdrowia, które umniejsza pozytywne efekty spożywania ryb.

W 2010 CTV News Investigation zrobiła porównanie dzikiego i hodowlanego łososia. Okazało się, że łosoś dziki zawiera osiem razy więcej witaminy D i trzy razy więcej witaminy A w 100-gramowej porcji. Łososie hodowlane są znacznie bardziej tłuste (13% tłuszczu vs 2,5 % w dzikim), co oznacza, że mogą mieć więcej kwasów omega-3, ale jednocześnie kumulują wyższy poziom toksyn, takich jak właśnie PCB.

Więc jeśli chcesz podać dziecku łososia najlepiej złów go sama.

4. POPCORN i CHRUPKI KUKURYDZIANE

Marcel wcina ekologiczną kukurydzę

Co może być złego w ekspandowanych ziarnach kukurydzy? Kukurydza to kolejne zboże produkowane na masową skalę, czyli w standardzie GMO. Więc jeśli jest to sporadycznie zrobiony w domu popcorn ekologiczny na dobrym tłuszczu, najlepiej extra virgin kokosowym, to jeszcze nic takiego się nie stanie. Ale jeśli kupujesz go w folii i wkładasz do mikrofalówki, a na końcu podajesz dziecku to karmisz je PFOA – silną substancją kancerogenną. Chrupki kukurydziane – analogicznie – jeśli są ekologiczne to możesz dziecięciu zapodać, ale tylko od czasu do czasu, bo to silnie uzależniające. Pamiętaj, jedynie Chuck Norris potrafi zjeść tylko jednego „chrupaka”. Nikomu innemu się to jeszcze nie udało.

5. MIĘSO

Nieekologiczne produkty mięsne to nie żywność lecz śmiercość. To produkty, których nigdy nie należy jeść. Nawet jeśli są chude nie powinny być podawane nikomu, a co dopiero dziecku. Zasadniczo jesteś tym, co jesz, a jeśli jesz inne zwierzęta jesteś tym co zjadły one – czyli pełną pestycydów i hormonów paszą, która osadza się w komórkach tłuszczowych twojego dziecka. Chyba nie karmiłabyś dziecka tym co jedzą świnie i krowy, to dlaczego dajesz mu ich mięso?

Jeśli już tak bardzo upierasz się, że musisz dać dziecku mięso, to podawaj drób z ekologicznych hodowli z zaufanego źródła. I nigdy, ale to nigdy nie podawaj dziecku wędlin i parówek, tam obok niesprawdzonego pochodzenia mięsa jest jeszcze cała lista chemicznych trujących dodatków.

6. OLEJ RZEPAKOWY

Olej rzepakowy nazywany polską oliwą z oliwek – Włosi i Hiszpanie mają oliwki, my mamy nasz wspaniały rzepak, niczym od oliwy nie odstający. Tylko jedna kwestia – olej rzepakowy powstał w latach 70-tych a historia wytwarzania oliwy sięga 3000-4000 tysięcy lat p.n.e.

Olej z rzepy początkowo miał zastosowanie jedynie przemysłowe. Dopiero w 1970 kanadyjscy plantatorzy wyhodowali nową odmianę rzepy z niższą zawartością toksycznego kwasu erukowego i wprowadzili swój produkt na rynek pod nazwą „rzepak”, która miała mniej kojarzyć się z trującym olejem z rzepy.

Tymczasem olej rzepakowy jest bardzo skuteczny jako środek owadobójczy i jest podstawowym składnikiem wielu „organicznych” (nie chemicznych) środków towarzyszących pestycydom.

Obecnie uważa się, że olej rzepakowy jest skłonny do efektu kumulacyjnego. Co to oznacza? Że może minąć prawie dziesięć lat, zanim chorobliwe objawy zaczną się manifestować w naszych organizmach. Jednym z możliwych efektów długotrwałego użytkowania oleju rzepakowego jest zniszczenie powłoki ochronnej otaczającej nerwy, zwaną osłonką mielinową. Używanie oleju rzepakowego jest również związane z wyczerpywaniem witaminy E w organizmie, a także z hamowaniem prawidłowego metabolizmu żywności i blokowaniem normalnych funkcji enzymatycznych.

Kupujesz gotowe zupki dla dziecka w słoiczkach? Przeczytaj etykietę, nie spotkałam się z daniem obiadowym bez oleju rzepakowego. Nawet te organiczne go zawierają.

Najlepszy jest tłoczony na zimno olej kokosowy extra virgin. Przy zakupie oleju kokosowego należy upewnić się, że pachnie kokosem w chwili zakupu, w przeciwnym razie najprawdopodobniej nie jest tłoczony na zimno.

7. SÓL KUCHENNA

Zwykła sól kuchenna produkowana jest zazwyczaj z soli morskiej, zbieranej w taki sposób, który pozbawia jej jakichkolwiek minerałów. Następnie do soli dodawane jest aluminium i inne substancje, sól jest suszona i podgrzewana do bardzo wysokiej temperatury. Naturalnie występujący w soli jod został zniszczony więc dodaje się jodek potasu w potencjalnie toksycznych ilościach. Sól jest następnie stabilizowana za pomocą dekstrozy, która zabarwia ją na fioletowo. A następnie jest wybielana.

Zamiast soli kuchennej dawaj dziecku niewielkie ilości soli celtyckiej lub himalajskiej – w pełni naturalnych produktów zawierających cały szereg mikroelementów.

8. MLEKO

Koneser mleka – ale tylko roślinnego

Ludzie to jedyne ssaki spożywające mleko innych zwierząt.

Dochodzi do takiej paranoi, że myśląc o „ludzkim mleku” robi się nam niedobrze, a słysząc o „krowim mleku” od razu wyobrażamy sobie szklankę apetycznego białego napoju.

Jeśli sama hodujesz krowę, wiesz czym ją karmisz (zieloną trawą i sianem jak przystało na przeżuwacze), dbasz o jej higienę to takie mleko od szczęśliwej krowy możesz podać dziecku (oczywiście pod warunkiem, że jego organizm toleruje takie mleko), ale zdecydowanie lepiej byłoby gdybyś hodowała kozę, jej mleko jest znacznie bardziej zbliżone do ludzkiego i tym samym łatwiej przyswajalne przez dziecko.

Jeśli jednak karmisz dziecko mlekiem przemysłowym – od krów jedzących zmodyfikowaną paszę, nie kontaktujących się z łąką, które na dodatek (mleko nie krowy) poddane zostaje pasteryzacji w bardzo wysokiej temperaturze lub jeszcze wyższej w ramach procesu UHT (Ultra High Temperatue 170 stopni) to dajesz mu substancję pozbawioną jakichkolwiek wartości odżywczych, jeszcze na dodatek z trującymi cząsteczkami Maillarda. Dodatkowo w procesie pasteryzacji niszczony jest enzym laktaza, dlatego wiele osób, które nie wytwarzają tego enzymu nie może trawić zawartego w mleku cukru – laktozy.

Podajesz dziecku mleczną mieszankę typu Enfamil i masz problem z głowy?

Oprócz mleka (nieorganicznego) jest tam olej sojowy, lecytyna sojowa (nie napisane że non-GMO, więc zapewne modyfikowana), syrop glukozowy oraz szereg sztucznych witamin z toksyczną sztuczną witaminą E – dl-alpha-tocopherol.

Mitem jest również lansowana przez lobby mleczne dostarczanie ogromnej ilości wapnia wraz z mlekiem – „Pij mleko – będziesz wielki”. Pijąc mleko zakwaszasz organizm, a substancją najbardziej zasadową w organizmie jest wapń występujący w kościach. Aby wyrównać poziom kwasowości organizm wypłukuje wapń z kości. Tak więc dając mleko dziecku wręcz pozbawiasz go cennego wapnia.

Jeśli już, to podawaj produkty mleczne organicznego pochodzenia fermentowane, wtedy przynajmniej dostarczysz cennych bakterii.

A najlepiej zrób sama domowe mleko migdałowe.

Wystarczy tylko zmiksować garść, najlepiej namoczonych wcześniej, migdałów bez skórek (w wysokoobrotowym blenderze typu Vitamix) ze szklanką lub dwoma wody oraz z dodatkiem kilku daktyli i szczypty soli – przepyszny pożywny napój z dużą ilością wapnia i witaminy E oraz niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych.

 

Czy jesteś MaNo czy MaFaZo miej na uwadze powyższe. MaNo spojrzy na to może z lekkim przymrużeniem oka. MaFaZo upewni się w swoich przekonaniach.

 

DISCLAIMER:

Moje artykuły to osobiste przemyślenia na temat szeroko pojętej tematyki zdrowotnej na bazie informacji z jak najlepiej wybranych źródeł oraz własnego doświadczenia. Nie zastępują profesjonalnej porady lekarskiej. Pamiętaj – o swoim zdrowiu i zdrowiu swoich dzieci decydujesz Ty sam.

Źródła:

  1. http://www.ewg.org/research/pcbs-farmed-salmon
  2. http://www.webmd.com/vitamins-supplements/ingredientmono-975-soy.aspx?activeingredientid=975&activeingredientname=soy
  3. „The China Study” T.Colin Campbell, Tomas M. Campbell