Pieniądze są w życiu mile widziane, ale przez wiele osób negowane jako wartość sama w sobie. Ważniejsze są zdrowie, szczęście, przyjaźń, miłość. I owszem, nie ma co kłócić się o hierarchię wartości.

Pieniądze dają jednak coś, o czym tak naprawdę każdy gdzieś w podświadomości marzy – pieniądze dają wolność. Mając ich odpowiednią ilość – zaspokajającą Twoje potrzeby możesz robić to co naprawdę kochasz. A jeszcze lepiej jeśli robiąc to, co naprawdę kochasz – zarabiasz.

Milioner – to przenośnia, metafora, niedosłowność. Chodzi o takie pokierowanie życiem Twojego dziecka, aby osiągnęło samodzielność finansową i aby w tym co robi było szczęśliwe.

Jak to zrobić? Poniżej 8 najważniejszych zasad, które mogą Ci w tym pomóc.

1. Naucz swoje dziecko jak najwcześniej czym są pieniądze

Dzieci są szczególnie podatne na edukację finansową w wieku od ósmego do dwunastego roku życia, ale już trzylatkowi powinno się zacząć tłumaczyć znaczenie pieniędzy. Zabawka czy jedzenie nie bierze się znikąd, są zakupione za pieniądze, które wcześniej mama czy tata zarobili, a zarobili je w pracy – czyli wtedy kiedy dziecko było z nianią, czy w przedszkolu, czy też tylko z jednym rodzicem. To cykl, który trzeba jak najwcześniej uświadomić dziecku.

Trzylatek już powinien mieć świadomość, że za rzecz, o którą prosi w sklepie trzeba zapłacić.

Czasem nie poruszając tematu pieniędzy zasłaniasz się dążeniem do ochrony niewinności dziecka. Nie jest to dobre rozwiązanie. Jest to nieodłączna część naszego życia, nie da się od tego uciec. Im dłużej będziesz „chronić” dziecko przed pieniądzem tym trudniej będzie mu potem zrozumieć jego wartość.

  • Mamo kup mi ten balonik!
  • Nie mogę, nie mam pieniędzy.
  • To kup pieniądze.

Jakie to proste.

Gdy Twoje dziecko jest już starsze (7-10 lat) pokaż mu jak rozdzielasz zarobione pieniądze na poszczególne cele, na podstawowe wydatki związane z jedzeniem i utrzymaniem, na przyjemności (na restauracje, kino, wakacje), na oszczędności i na inwestycje. Opowiedz mu o swoich kartach bankowych, kredytowych (oby nigdy nie wpaść w spiralę zadłużenia), o depozytach i kredytach. Chodzi bardziej o proporcje niż o dokładne kwoty. Bo niestety dziecko może te informacje zupełnie nieświadomie przekazać dalej w niepowołane uszy. Nie wszystko będzie od razu zrozumiałe dla dziecka, ale tym samym zasiejesz pierwsze zainteresowanie tematami finansowymi.

W miarę jak będzie starsze możecie otworzyć dziecku własny rachunek w banku, pierwsze konto depozytowe, wyrobić jego własną kartę debetową (z kredytową może na razie bym nie szalała).

 

2. Tygodniówka – zarobek a nie zasiłek

Regularna tygodniówka jest najczęstszą formą wprowadzania dzieci w temat pieniędzy.

Ale znowu, jest to z jednej strony właściwy, a z drugiej nie do końca odpowiedni sposób.

Istnieje niebezpieczeństwo, że regularna tygodniówka w pełni zaspokoi potrzeby dziecka i się do niej z automatu przyzwyczai. W jego umyśle powstanie wtedy słuszna koncepcja, że dostaje pieniądze co tydzień, bez względu na to co zrobi. A jeśli kwota będzie na tyle duża, żeby będzie mógł sobie na wiele pozwolić – nie będzie miał żadnej motywacji do oszczędzania „po co, jak i tak za tydzień dostanę znowu”.

Z kolei uzależnienie kieszonkowego dla dziecka od wykonywania prac domowych może budzić obawy, że za każdą najprostszą czynność dziecko będzie oczekiwać wynagrodzenia. Na pewno nie może to tak działać. Posprzątanie po sobie zabawek, pościelenie łóżka, włożenie ubrań do szafy czy do kosza z brudną bielizną, zaniesienie naczyń do kuchni – to podstawowe czynności wykonywane przez każdego członka rodziny – te obowiązki uczą jak być odpowiedzialnym członkiem gospodarstwa domowego, a później odpowiedzialnym członkiem społeczności i świata.

Możesz zrobić listę ekstra prac domowych – typu odkurzanie pokoju, mycie wanny, mycie samochodu, sprzątanie łazienki, koszenie trawy itp. – z których każda praca daje określony zarobek. Po tygodniu – podsumowujesz dokonania i wypłacasz dziecku zasłużoną pensję. Czyli zamiast zasiłku wypłacasz wynagrodzenie.

Można też ustalić jakąś bazową nie za wielką kwotę tygodniówki (na podstawowe rzeczy – typu zakup wody w szkolnym sklepiku czy jakiegoś owoca, gazety, książki), a do tego co tydzień ekstra kasa za ekstra obowiązki. To nauczy dziecko, że ma bezpośredni wpływ na swoje zarobki. Chcąc zaoszczędzić szybciej na wymarzony rower będzie bardziej zmotywowane do prac domowych.

Metody takie już powinny się sprawdzić u pięciolatka.

Troy Dunn autor ksiązki „Young Bucks: How to Raise a Future Millionaire” sugeruje, że rodzice powinni iść drogą – „pieniądz i marzenie”. Jeśli dziecko ma jakieś marzenie i prosi o zakup nowego telefonu, bo wszystkie dzieci taki mają, nie rób tak jak wszyscy (nawet gdy Cię na to stać) – zaproponuj znalezienie pracy wakacyjnej, „baby-sitting” u sąsiadów czy sprzątanie. Pokaż środki, którymi dziecko może osiągnąć cel, ale nie dawaj gotowego rozwiązania.

Zachęć dziecko do konsekwencji w działaniu dodając mu coś ekstra na dany cel, ale nie wykładając całej kwoty.

3. Naucz dziecko oszczędzania i planowania wydatków

W miarę jak dziecko rośnie zwiększaj nie tylko kwotę kieszonkowego, ale także odstępy w jakich jest wypłacane. I tak – pięciolatek może dostawać kasę co tydzień, ale jak już będzie miał 10 lat – to lepiej jeśli będzie to co dwa tygodnie, a jako nastolatek – co miesiąc. Oszczędzanie i planowanie wydatków jest nawykiem, więc trzeba nauczyć się go jak najwcześniej, tak jak jedzenia widelcem i nożem. Jeśli Twój synek wyda wszystko od razu, musi zrozumieć, że nie będzie mieć za co „żyć” do końca miesiąca. Comiesięczne ratowanie dziecka kilkoma groszami przed ustalonym terminem wypłaty kieszonkowego nie będzie dobrą lekcją.

Aby nauczyć dziecko oszczędzania i planowania daj mu 4 puszki:

  • pierwsza niech będzie na bieżące wydatki
  • druga na cele średniookresowe
  • trzecia na cele długoterminowe
  • a czwarta na cele charytatywne

Zaproponuj dziecku taki podział: 10% na cele charytatywne i po 30% do pozostałych puszek. Oczywiście podział może być zupełnie dowolny w zależności od chęci i planów dziecka, ale dobrze podkreślić (albo nauczy się tego z praktyki), że pustka w którejś z puszek spowoduje określone konsekwencje.

I pamiętaj – możesz wprowadzić pewne zakazy – typu zakaz kupowania słodyczy, chipsów czy napojów energetycznych (itp.) – ale poza takimi zakazami nie ograniczaj dziecka. Niech samo dokonuje wyborów i alokacji środków pomiędzy swoje potrzeby. Zakup zabawki, która za dwa dni się zepsuje – będzie doskonałą lekcją na przyszłość – że może nie warto kupować badziewia i że jest to wyrzucenie jego własnych pieniędzy w błoto. A jak Ty tego zabronisz – to dziecko będzie bardzo niezadowolone.

Dodatkowym pozytywnym elementem takiego podejścia jest większy szacunek do własnych przedmiotów, przecież nie będę rzucał zdalnie sterowanym samochodem na który oszczędzałem 2 miesiące, bo za dużo wysiłku mnie to kosztowało i wielu rzeczy musiałem sobie w tym czasie odmówić.

4. Daj dziecku swobodę

Największe sukcesy osiągają ludzie, którzy od najmłodszych lat mają jakąś pasję.

Badania pokazują, że większość dzieci zaczyna wykazywać cechy przedsiębiorczości, chęć podejmowania ryzyka, umiejętności rozwiązywania problemów oraz potężną chęć działania w bardzo młodym wieku. Niestety, wiele z tych dzieci traci ten zapał po zakończeniu liceum.

Dlatego tak ważne jest abyś jak najwcześniej odkryła mocne strony swojego dziecka i jego prawdziwe zainteresowania, bez względu na to czy jest to granie w piłkę czy programowanie komputera, a może eksperymenty z przygotowywaniem dziwnych potraw w kuchni – tylko rozwijanie prawdziwych pasji pozwoli na znalezienie naprawdę odpowiedniej pracy, odnalezienie się w dorosłym świecie i zdobycie niezależności finansowej, która przypadkowo może przerodzić się w miliony.

Czy nie dziwi Cię, że ludzie którzy odnieśli ogromne finansowe sukcesy – stworzyli jakąś bardzo rentowną firmę, którą sprzedali za wielkie pieniądze – zazwyczaj nie idą na wcześniejszą emeryturę z bezpieczną kwotą na koncie? Oni po prostu są zakochani w tym robią, uwielbiają kreować i tworzyć nowe biznesy, wymyślać nowe rzeczy. Ich celem nie było zdobycie fortuny samej w sobie – ale właśnie możliwość realizacji wielkich pasji.

Nie gnęb dziecka, które nienawidzi matematyki, rozwijaj jego talent humanistyczny.

Nie zapisuj go na siłę na wszystkie możliwe zajęcia po szkole – bo inne mamy tak robią, bo to w dobrym stylu. Niech wybierze sam to, co naprawdę go interesuje. I pozwól też na beztroskę. Najgenialniejsze idee powstają z nudy. Newton odkrył siłę grawitacji odpoczywając pod jabłonką.

 

5. Czy wyższe wykształcenie to podstawa?

Ucz się dziecko ucz bo nauka to potęgi klucz. Ofkors, ale wcale nie ta szkolna.

Czy wykształcenie to faktycznie podstawa? Jeśli przyjrzeć się biografii znanych milionerów (a raczej miliarderów) to znaczna ich część może i rozpoczęła studia, ale niekoniecznie je skończyła – Bill Gates – studiował na Harvardzie, ale studia przerwał bo wpadł mu do głowy pomysł na taką małą firmę Microsoft, Steve Jobs – wytrzymał tylko jeden semestr prawa, Mark Zuckerberg (5 lutego minęło 13 lat od założenia Face Booka – jak w ogóle ludzie komunikowali się wcześniej ze sobą i zdobywali nowe przyjaźnie?) ledwie zaczął Harvard, ale już nie musiał go kończyć.

Według spisu Wealth-X najbogatszych ludzi na świecie w 2015 roku ok. 30 % miliarderów nie ma nawet dyplomu licencjata.

Wykształcenie nie zawsze jest dobrą inwestycją, szczególnie jeśli musimy na to wydać majątek, który może się nigdy nie zwrócić. W Polsce mamy o tyle dobrą sytuację, że studia wyższe w państwowych szkołach są bezpłatne. Czy jednak wierzysz w to, że wykładowca akademicki, który nigdy nie założył własnej firmy jest naprawdę w stanie nauczyć Twoje dziecko przedsiębiorczości? Albo czy historia myśli ekonomicznej (mój „ulubiony” przedmiot na studiach) faktycznie ma przełożenie na myślenie ekonomiczne Twojego dziecka?

Jeśli Twój syn czy córka chce się uczyć – trzeba mu to ułatwić, ale dzieci powinny studiować dlatego, że kochają daną dziedzinę nauki, są nią zafascynowane i chcą nauczyć się czegoś więcej, coś odkryć – a nie dlatego, żeby zarabiać więcej. Bo to niekoniecznie idzie w parze.

6. Zachęcanie do przedsiębiorczości

Thomas Stanley i William Danko autorzy książki „Millionaire Next Door” (po polsku – „Sekrety amerykańskich milionerów”) badali przez 10 lat charakterystykę bogatych rodzin. I co im wyszło?

osoby samozatrudnione mają cztery razy większe szanse zostania milionerami niż ci, którzy pracują dla innych

Ale jednocześnie wydali takie ostrzeżenie: „Większość właścicieli firm nie jest milionerami i nigdy nie zbliży się do stania się bogatym”.

Jaki ważny wniosek można wyciągnąć dla swojego dziecka?

Zależność między ryzykiem a wynagrodzeniem jest niezbędna do osiągnięcia bogactwa.

Jak nauczyć dziecko przedsiębiorczości?

Jeśli jesteś właścicielem firmy, należy rozważyć wprowadzenie swojego dziecka na listę płac. Przydzielić mu jakieś proste obowiązki, które wraz z wiekiem i nabieraniem doświadczenia będą się poszerzać. Najważniejsze jest, aby praca uczyła go prawdziwych wartościowych umiejętności.

Jeśli Twoje dziecko przychodzi do Ciebie z pomysłem na zarabianie pieniędzy – podejmij wyzwanie i pozwól mu działać służąc jak najlepszą radą. Jeśli chce uczyć angielskiego – to podpowiedz mu, jak może pozyskać większą ilość uczniów, a może zwiększyć grono nauczycieli, założyć szkołę. Jak chce kosić trawniki u sąsiadów – pomóż mu skalkulować koszty benzyny do kosiarki. Ale nie mów, to bez sensu, nie uda ci się, wymyśl coś innego. Tylko spróbowanie na własną rękę, nawet jeśli zakończy się całkowitą porażką da Twojemu dziecku prawdziwą lekcję.

 

7. Nie pożyczaj na wieczne nieoddanie, nie dotuj dziecka

Autorzy „Millionaire Next Door” odkryli również, że osoby, którym nie udało się osiągnąć sukcesu finansowego często miały rodziców, którzy dotowali ich styl życia, dawali częste prezenty i pomagali przy każdym większym zakupie.

Pomoc dziecku (nie mówię o skrajnych sytuacjach) nie powinna być oferowana w formie finansowej. Można wesprzeć jakąś kwotą, która stanowi jakąś cześć ceny, ale nie całością. To może być bardzo niebezpieczne dla dojrzałości finansowej i ogólnej dziecka. Rodzi po stronie rodzica określone wymagania (mamusia będzie wpadać niezapowiedzianie, żeby wykąpać się w basenie, który zasponsorowała dzieciom) a po stronie dziecka – frustracje, jeśli tylko będzie chciało postąpić niezgodnie z zamysłem rodziców.

Zatraca się wtedy poczucie niezależności. A przecież głównym Twoim celem jest wychowanie odpowiedzialnego i samodzielnego człowieka. A jeśli przypadkiem zostanie po drodze milionerem – będzie to miły bonus.

Innym rozwiązaniem może być „formalnie” spisana pożyczka – jeśli rodzice mają pewną nadpłynność i bardziej ufają pomysłowi dziecka niż bankowi. Ale wtedy zasady są z góry jasno określone i Twoja córka lub syn wiedzą, że tę kwotę będą musieli oddać, z odsetkami.

Jeśli chodzi o metody nieskuteczne, wielu rodziców przypuszcza, że ucząc dzieci reguł gry na giełdzie zrobi z nich inteligentnych inwestorów, ale to nie o to chodzi. Lewis Mandell czołowy uczony w zakresie edukacji finansowej, mówi, że ten rodzaj aktywności jest bardziej jak gra: dzieci mogą być zaangażowane, ale nie są one rzeczywiście świadome zagrożeń. Jeśli uczniowie dobrze radzą sobie w symulowanej grze na giełdzie jest to prawie na pewno głupie szczęście, a ich sukces może zachęcić do dalszej gry – która jest niczym innym niż formą hazardu – a nie mądrym sposobem pomnażania pieniędzy. Giełda to gra dla głupców – każdy liczy na to, że kupi taniej i sprzeda drożej, przecież to musi się kiedyś skończyć.

8. Załóż dziecku konto, na które co miesiąc będziesz wpłacać określoną kwotę

Co możesz jeszcze zrobić? Od dnia urodzenia dziecka zacznij co miesiąc oszczędzać niewielkie kwoty. Może łapiesz się na 500+? To byłoby idealne. Ale odkładając 500 zł miesięcznie okrągły milion, przy założeniu rocznej stopy procentowej 5% i miesięcznej kapitalizacji, uzbierasz dopiero po 45 latach. Niemniej jednak będzie to przyjemna niespodzianka na urodziny Twojego już wtedy dorosłego dziecka, które być może już kilka innych milionów będzie mieć na koncie.

 

DISCLAIMER:

Moje artykuły to osobiste przemyślenia na temat szeroko pojętej tematyki zdrowotnej na bazie informacji z jak najlepiej wybranych źródeł oraz własnego doświadczenia. Nie zastępują profesjonalnej porady lekarskiej. Pamiętaj – o swoim zdrowiu i zdrowiu swoich dzieci decydujesz Ty sam. 

 

Źródła:

http://fortune.com/2016/08/08/billionaires-no-degree/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Steve_Jobs

https://addicted2success.com/success-advice/teaching-your-kids-to-be-millionaires/

http://www.moneysense.ca/save/financial-planning/raise-a-millionaire-talking-to-kids-about-money/

http://www.investopedia.com/financial-edge/0610/make-your-kid-a-millionaire.aspx

http://www.kalkulatorfinansowy.pl/kalkulator/kalkulator-rentiera-i-oblicz-jak-duzo-odkladac-aby-po-latach-otrzymac-okreslona-kwote_8

The Millionaire Next Door. The Surprising Secrets of America’s Wealthy” Thomas J. Stanley and William D. Danko

Young Bucks: How to Raise a Future Millionaire” Troy Dunn

http://www.kalkulatorfinansowy.pl/kalkulator/kalkulator-rentiera-i-oblicz-jak-duzo-odkladac-aby-po-latach-otrzymac-okreslona-kwote_8