Spacerując z dzieckiem mijam często mamy z włosami związanymi gumką i twarzą bez makijażu, w szarych dresach, ciemno-burych czapkach i przydeptanych butach. I owszem to też może być formą stylu i manifestacji – „mam to wszystko gdzieś”.

Jest też dla mnie całkiem zrozumiałe, że możesz kompletnie nie mieć czasu akurat dzisiaj na myślenie o swoim wyglądzie. Już wystarczającym sukcesem jest ubranie w zimowe ciuchy Twojej dwójki dzieci, które wrzeszczą, bo przez te kilka sekund kiedy są jeszcze w domu przed wyjściem jest im okrutnie gorąco. A Ty w ciągu tych kilku sekund wkładasz na siebie to co akurat jest pod ręką, żeby tylko jak najszybciej wyjść i jakoś przetrwać ten ziąb i wiatr.

Jak jesteś mamą, która generalnie siedzi z dziećmi to pewnie nie chce Ci się stroić każdego dnia. I też to rozumiem.

Na drugim krańcu tych rozciągniętych dresów są matki, które w niedzielne popołudnie popychają wózek delikatnie jednym palcem krocząc w swoich niebotycznie wysokich obcasach, wieczorowym make-upie i krótkiej mini. To z kolei wyklucza praktyczną możliwość zajęcia się dzieckiem. A już na pewno wygodną możliwość.

Chodzi więc o to, aby nie być zaniedbaną (no chyba że on purpose totalny styl grunge) ale nie być też wypindrzoną lub wypind-żoną, jak kto woli.

Chodzi o jeszcze jedną bardzo ważną rzecz.

Dlaczego warto się ubrać elegancko, nietuzinkowo, kolorowo?

Bo to celebracja chwili, zwykłego dnia, prostych czynności. Dobra energia. Od razu inne spojrzenie na świat, może dlatego, że patrzą inaczej na Ciebie, a Ty od razu promieniejesz. Może nawet inaczej spojrzy na Ciebie tylko Twoje dziecko. Wygląd jest tylko zewnętrzną maską, ale jest też formą kreacji. Tworzenia. A każde tworzenie – nawet jeśli jest to tylko dopasowanie innej bluzki do tych samych spodni co zwykle – rozwija Cię, otwiera Twój mózg, a raczej świadomość, uczy uważności i odejścia od całkowitego zmechanizowania codziennych czynności. Jest też właśnie odskocznią od pieluch. Przez chwilę robisz coś tylko dla siebie.

Moim mottem są kolory, szybkość i wygoda.

Lubię zdecydowane kolory, mieszanie stylów, eklektyzm w stroju, inspirowanie się pewnymi trendami, ale nie podążanie ślepo za nimi, dla samego faktu że są, i że ktoś je wyczaił i wypatrzył.

Tu przykładowa stylizacja – równie dobra na spacer po lesie (torebkę zostaw w domu) jak i na spacer po krakowskim Rynku.

Co mam na sobie:

Kurtka skórzana Diesel – klasyczna baza

Czerwono-fioletowe futerko Zara – kolorowe futerka zawsze uwielbiałam, a teraz są super na topie, oczywiście sztuczne (zwierzęta na futro zabija się tylko z powodu futra, skóra jest elementem odpadu w produkcji mięsa i raczej nie jest odwrotnie)

Torebka Louis Vuitton – choć to tylko plastik (a może właśnie dlatego) wymarzona od lat i wreszcie marzenie się spełniło

Buty lakierki oksfordki Baldinini z delikatnie szpiczastym noskiem

Spódnica prosto z Florencji Floreiza – groszki uwielbiam w każdej postaci, co chyba widać. Tu złoto-żółte. W tym roku bardzo modne. I do tego prześwitujące tiule i ta totalnie aseksowna długość spódnicy a jednak bardzo in fashion, ale przede wszystkim super wygodna.

Żółty wełniany sweter Benetton – co jak co ale Benetton ma zawsze wspaniałe swetry

Okulary Ray Ban 

Daj znać czy Ci się podoba? A w co Ty teraz się ubierasz będąc mamą? Czy modna mama to właśnie Ty?


Noemi Demi

Blog Noemi Demi to znacznie więcej niż zwykły blog,          to inspiracja do działania, do wyboru tego co najlepsze dla Ciebie i Twojego dziecka, do zamieszania Ci w głowie i do zmian, jeśli tylko odważysz się wprowadzić je w życie.

 


DISCLAIMER:

Moje artykuły to osobiste przemyślenia na temat szeroko pojętej tematyki zdrowotnej na bazie informacji z jak najlepiej wybranych źródeł oraz własnego doświadczenia. Nie zastępują profesjonalnej porady lekarskiej. Pamiętaj – o swoim zdrowiu i zdrowiu swoich dzieci decydujesz Ty sama.