Może, kiedy byłaś jeszcze wolnym swobodnym człowiekiem nie posiadającym przyjemnego balastu w postaci dzieci, etykiety na kupowanych produktach nie należały do Twojego kanonu lektur obowiązkowych. Jednak od kiedy pojawiło się na świecie Twoje dziecko zaczęłaś przywiązywać większą wagę do rzeczy, którymi się otaczacie i które konsumujecie. Często dopiero narodziny małego człowieka sprawiają, że zaczynamy zastanawiać się czy nasze otoczenie oraz to co zjadamy jest naprawdę zdrowe. Dobrze jeśli tak się dzieje. Gorzej z tymi, którzy dalej żyją w błogiej nieświadomości i ufają bezgranicznie mainstreamowym mediom i pozornie zachęcającym etykietom. Większość produktów reklamowanych w telewizji tak naprawdę nie nadaje się do używania, a tym bardziej spożywania. Ale większość ludzi o tym nie wie.

Jak więc wybrać te nietoksyczne, bezpieczne produkty, które nie będą szkodzić zdrowiu?

Producenci wyczuli trend na bardziej naturalne życie i prześcigają się w umieszczaniu na swoich wyrobach napisów informujących o braku toksycznych substancji, o tym że dany produkt jest ekologiczny czy bezpieczny.

Poniżej podzielę z Tobą pięcioma prostymi technikami, które możesz wykorzystać, aby zrozumieć, czy slogany marketingowe na opakowaniach są prawdziwe i czy na pewno kupujesz wartościowe i bezpieczne produkty.

1. Zadzwoń do producenta albo przynajmniej go sprawdź

Wchodząc na stronę producenta możesz zapoznać się z wieloma informacjami, ale niektóre z nich mogą być błędnie interpretowane.

Na przykład stwierdzenie „nie zawiera toksycznych substancji opóźniających palenie” można zrozumieć, że w ogóle nie ma takich substancji, podczas gdy producent chciał poinformować, że nie ma tylko tych uważanych za toksyczne. A generalnie wszystkie są toksyczne.

Jeśli czegoś nie rozumiesz, zadzwoń, zapytaj i nie gódź się na wciskanie sobie kitu.

2. Zapytaj firmę, czego używa zamiast toksycznych substancji, których w produkcie nie ma

Innym sposobem, w jaki niektóre firmy mogą wprowadzać w błąd, jest podkreślenie, że w ich produktach nie ma pewnych toksycznych substancji chemicznych, co do szkodliwości których ludzie są obecnie bardziej świadomi. Wielokrotnie zapewne widziałaś napisy: „bez parabenów”, „bez siarczanu”, „bez BPA”, „nie zawiera formaldehydu” i „bez chloru”.

Bardzo dobrze, że tej chemii nie ma w produktach, ale dobrze byłoby wiedzieć co jest używane zamiast niej.

Na przykład niektórzy producenci zastępują BPA (czyli Bisphenol A) czymś innym. Oto ogromny problem – zastąpienie BPA może nie być lepsze. Ostatnie badania wykazują, że zwykłe zastępowanie BPA, Bisphenolem S (BPS) może być tak samo szkodliwe. 81 procent Amerykanów ma wykrywalne poziomy BPS w moczu, w Polsce może być podobnie.

Zanim kupisz pozornie zdrowy produkt zapytaj czego używają zamiast tych toksycznych substancji.

Brak parabenów, które oczywiście są szkodliwe (mogą zaburzać działanie hormonów, są kancerogenne i powodują alergie) – nie oznacza jeszcze, że produkt jest zdrowy. Obecnie co drugi kosmetyk nie ma parabenów.

3. Przeczytaj składniki, nie daj się zwieść sloganom marketingowym

Prawdopodobnie słyszałaś i czytałaś wiele takich słów jak „nietoksyczne”, „naturalne”, „hipoalergiczne”, „łagodne dla niemowląt”, „łagodne”, „przebadane dermatologicznie”, „zalecane przez pediatrów” itp. Niestety, terminy te nie są ani określone przez prawo, ani przez nikogo uregulowane.

To sami producenci określają czy ich produkt jest toksyczny czy nie. Nie daj się ogłupić, sama przeczytaj skład i stwierdź czy Ci odpowiada.

Weźmy na przykład taki płyn dla niemowląt Johnson&Johnson – „no more tears” – delikatny żel do mycia ciała. Szalenie delikatny – tylko, że połowa składników to toksyczne substancje, które nie nadają się dla dorosłego człowieka, a co dopiero dla niemowlęcia.

Nawet hasło „organiczne”, którego można użyć po otrzymaniu certyfikacji, że dany produkt jest faktycznie bio nie jest jednoznaczne z tym, że produkt jest zdrowy. Przeczytaj wszystkie składniki, jeśli coś Ci się nie podoba, wybierz inny produkt.

4. Uważaj na składniki pochodzące z „naturalnych źródeł”

Niektóre firmy podkreślają, że ich składniki są „na bazie roślin” lub „z naturalnych źródeł”. Czy zastanawiałaś się, co to oznacza?

Nie zawsze, ale często oznacza to, że naturalna substancja została poddana reakcji z niektórymi chemikaliami, aby uzyskać określony składnik w produkcie. Na przykład, istnieje szereg syntetycznych środków czyszczących, które są na bazie kokosu. Jednak kokoamidopropylobetainę uważa się za produkt pochodzenia naturalnego – no bo przecież z kokosa, a została ona wybrana w 2004 r. za Alergen Roku.

Zastanówmy się tylko, jak kokos stał się tą chemiczną substancją z fantazyjnie długą nazwą kokoamidopropylobetaina? Czy ktoś z kokosa wycisnął sok, a ten sok nazywa się kokoamidopropylobetaina? Oczywiście, że nie. Prawdą jest, że kokoamidopropylobetaina jest wytwarzana z kwasów tłuszczowych oleju kokosowego, który jest poddawany reakcji z 3,3-dimetyloaminopropyloaminą, alergenem skórnym. W tym momencie olej kokosowy staje się mniej ważny. Bardziej niepokojące są właściwości alergiczne dimetyloaminopropyloaminy i fakt, że nawet mała ilość tej substancji, które pozostaje w kokamidopropylobetainie może być szkodliwa.

Oto inny przykład, dlaczego „kokosowe pochodzenie, czyli naturalne” jest bez znaczenia. Czy wiesz, że Cocamide DEA (kokoamid DEA), inny surfaktant (czyli środek powierzchniowo czynny – odpowiedzialny za pienienie się) pochodzący z kokosa, jest związany ze zwiększonym ryzykiem raka? I niestety często jest również w organicznych kosmetykach.

5. Sprawdź certyfikaty produktów

Certyfikat certyfikatowi nie równy. Czasem firmy rejestrują własne firmy certyfikujące, które nadają certyfikaty ich własnym produktom. Dobrze byłoby sprawdzić kto stoi za firmą, która nadała produktowi certyfikat bio czy organiczny.

6. Kwestionuj ideologię marki

Jest trochę takich marek na rynku, które promują się jako naturalne, ziołowe, hipoalergiczne. Do takich marek można zaliczyć firmę Ziaja, Tołpa, Organique (nazwa zupełnie przypadkowo podobna do Clinique). Wydawać by się mogło, że kupując produkty polskich marek, które swój marketing opierają właśnie na idei naturalności i bezpieczeństwie ominiesz toksyczne składniki. Jest jednak całkiem odwrotnie.

To samo ze znanymi markami zachodnimi jak np. Clinique, Johnson&Johnson, Hipp.

Przylądek Św. Wincenta – już bardziej za zachodzie Europy być się nie da

Źródła: GreenMedInfo.com


Noemi Demi

Blog Noemi Demi to znacznie więcej niż zwykły blog,          to inspiracja do działania, do wyboru tego co najlepsze dla Ciebie i Twojego dziecka, do zamieszania Ci w głowie i do zmian, jeśli tylko odważysz się wprowadzić je w życie.

 


DISCLAIMER:

Moje artykuły to osobiste przemyślenia na temat szeroko pojętej tematyki zdrowotnej na bazie informacji z jak najlepiej wybranych źródeł oraz własnego doświadczenia. Nie zastępują profesjonalnej porady lekarskiej. Pamiętaj – o swoim zdrowiu i zdrowiu swoich dzieci decydujesz Ty sama.